Odejście mnicha

sł. i muz. Apolinary POlek
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Leonard Cohen_2127.jpg

Mnich znów nabrał tchu
Pękł kolejny świat
Na miękki mech
Koliber spadł

Brzegi rzeki zaś
Jak powieki dwie
Nie roniąc łez
Zamknęły się

Śpiewa kamień wciąż
Chociaż spadł na dno
Gdy cichnie wiatr
Mnich słyszy go

W nim kochanków śmiech
I tęsknoty jęk
Za ciemną mgłą
Gdzie drugi brzeg

W nim Dawida głos
Niemożliwy pakt
W nim zepsute banjo
Tęsknota i hak

Kiedy wyschnie nurt
Kamień skryje piach
Pieśń tam też zostanie
I zostanie w snach

Ktoś tu pierwszy raz
Ktoś na zawsze znikł
W korku pełnym aut
Na Boogie Street

Pancerz złudzeń twych
Pęka raz po raz
By dotrzeć mógł
W ten sposób blask

Możesz drążyć mur
Póki starczy sił
Co zastaniesz za nim
Nie powie nikt

Tajemnica to
Czy słów dobrych brak
W białej szacie czekasz
Aż On da ci znak

Wody rzeki już
Nikną w morzu co
Nie wie czym jest głód
Nigdy nie ma dość

Wydech aż do dna
Spuścił głowę mnich
Świetlisty słup
Koliber znikł