Zbigniewowi Nienackiemu

sł. i muz. Apolinary POlek, Jerzwałd

Dla zgubionych w lasach jezior nowy nadszedł czas,
Ale tutaj wciąż jest spokój – nie ma plaży, ani budek z hot-dogami.
Wioska budzi się o świcie, po dwudziestej zasypia,
Tylko gdzieniegdzie gwarzą wesoło letnicy.
Doktor Niegłowicz na półwyspie już nie mieszka,
Ale ponoć żyje tu ciągle ten sam pisarz.
Pod sklepikiem nowym Szulcom aż dymi spod czaszki
I tak na uboczu życia tkwią pańskie Skiroławki.

W młodych brzózkach miłość czysta i prawdziwa
Wzrasta wciąż na nowo, by w domowych piecach potem spłonąć.
Schizofrenia wciąż jest modna i dlatego nie zagląda tutaj nikt,
Kto nie wie, jak piękne jest życie wolnych ludzi.
Nawet pekaes tu nie jeździ, choć przystanek już pod wiatą.
Stare groby na cmentarzu zabrał las i zwykły bieg wydarzeń.
Przez wieś przemknie czasem lśniące autko z Warszawki,
Lecz kamienny jest sen, w którym toną pańskie Skiroławki.

A wokół rośnie wielki las –
Głuchy, milczący, prastary.
Odebrać pragnie co swoje,
Obojętność siejąc w nas.
Toczy cierpliwie serca,
Czasem w czyichś oczach go widać.
Złowroga obca otchłań,
Tak martwa, że aż żywa.

Na pobliskim brzegu stary korpus łodzi
Żre korozja i wspomnienia.
Ptak o piórach utkanych z ludzkich snów ma tam schron
Przed nowymi ludźmi, co nie spojrzą nawet na żurawie.
Takich typów odstraszy jednak las,
A jezioro odwróci od nich twarz i spadnie na nich cisza.
Dla zgubionych w lasach jezior może nowy nadszedł czas,
Ale pańskie Skiroławki pozostaną tajemnicą
w nas.