Piosenka niereligijna

sł. i muz. Apolinary POlek

Gdy na pełnych żaglach odpływam z przystani,
W dłoniach szot i rumpel, w wantach słońca blask.
Najważniejsza rzecz to wiedzieć, jak płynąć do przodu.
Najmniej ważna – pytać, skąd się bierze wiatr.

Gdy nad cichą taflą wdycham gęstą jesień,
Z jezior mgły się wznoszą, a sitowie śpi,
Ja wdzięczności bujny bukiet zostawiam na progu,
I nie muszę wiedzieć, kto otworzy drzwi.

Nazwane nieznane nie jest już nieznanym,
A kaganek oświaty to czasem kaganiec.
Nieskończoność zamkniesz w ciasnej klatce słowa,
Czy ją zmienisz w prawo, we wszechświat, czy w Boga.

Kłaniam się religiom, w porcie je zostawiam.
Wierze mówię – żegnaj, a niewierze – pass.
Jeszcze wznosi się nade mną latawiec tej pieśni.
W przestrzeń go wypuszczę, gdy zawieje wiatr.