Maleńka

sł. i muz. Apolinary POlek

Maleńka, zwinna, szczupłe biodra,
Wzrok tajemniczy, twarz łagodna,
Zawsze milcząca, uśmiechająca
się zza dłuższego grzywki końca.
Niejedne oczy jadły ją,
niejeden chciałby razem z nią
zachłysnąć się wolności mitem,
bo ciałko także smakowite.

Nie ze wszystkimi szła – to nie tak.
Nie z każdym bowiem tor planety
jej zbiegł się w łóżku lub w namiocie
na jedną lub dwie parne noce.
Nic nie mówiła, śmiała się
cichutko, zanim nadszedł sen,
a rano pustka po niej miękka
wsączała prosto się do serca.

Myślicie pewnie, że w finale
Została z brzuchem i z pytaniem
Albo samotna, już nie ładna,
W poduszkę łka każdego ranka.
Ja rozczaruję jednak was
Bo choć urodę zniszczył czas
Wpadła takiemu komuś w oko,
Kto kochał i nauczył kochać.

A moja żonka, choć niemłoda,
To wciąż w rozkwicie jej uroda,
Zmarszczek nie widać ani brzuszka
I się (zapewne) tak nie puszcza.

Hej!