inspiracje

cohen1Leonard Cohen

Pierwsza i największa postać w moim muzycznym świecie. Słucham jego piosenek od ósmego roku życia i jestem nimi na wskroś przesiąknięty. Znam na pamięć każdy dźwięk. Przez kilka lat nie słuchałem żadnego innego wykonawcy. Wciąż nie potrafię słuchać Cohena, szczególnie niektórych płyt, bez przyspieszonego bicia serca, a czasem łez w oczach. To jego twórczość wychowała mnie, nie tylko muzycznie. Tłumaczenie Cohena zawsze leżało u mnie w sferze sacrum, toteż rzadko przystępowałem do jego tekstów. Przeważnie nie udawało mi się zachować specyficznego obrazowania, subtelnego humoru i tego „czegoś”.

Któż bowiem tak jak on potrafi połączyć najgłębszy mistycyzm, jaki można zawrzeć w tekstach, pogłębić go jeszcze bardziej przy pomocy muzyki, dźwiękami instrumentów nie tylko akustycznych, ale także syntezatorów, beatów, sampli i padów z plastikowego urządzenia elektrycznego? Kto nad jedną piosenką potrafi pracować całymi latami, przemieniać ją z wiersza w poemat i wreszcie w utwór na jednej z najbardziej głębokich, osobistych, a jednocześnie tak często prezentowanej w komercyjnych stacjach radiowych płycie? Jak to jest, że album tworzony w zaciszu kalifornijskiego klasztoru zen przez starego mnicha o pseudonimie “Cichy” staje się jednym z najpopularniejszych w dalekiej Polsce? Rację miał Bono z U2, że Stary Poeta obraca się w sferach niedostępnych dla nikogo innego. Dodam od siebie, że każdy okruch, który rzuca z tych sfer przez ramię nam, zwykłym śmiertelnikom, sam w sobie może być oddzielnym światem. Po ponad dwudziestu latach przygody z Cohenem, wciąż odkrywam kolejne teksty na nowo.

dylan1Bob Dylan

Od Boba Dylana zaczęła się u mnie na dobre fascynacja folkiem i folk-rockiem anglo-amerykańskim. Pierwszy raz trafiłem na niego w 1998 roku. Surowe brzmienie folkowo-bluesowych standardów z płyty World Gone Wrong idealnie zgrało się z przemierzanymi przeze mnie bezdrożami, oślepiającym zbożem, otumaniającym zapachem traw, intensywnym błękitem nieba, stukotem kół pociągu, wiatrem wiejącym prosto w twarz i niemiłosiernym upałem. Wtedy też powstały pierwsze przekłady, bardzo niezgrabne i nie nadające się do niczego. Wróciłem do Dylana – i to do wszystkich jego płyt naraz – po pięciu latach i słucham go, pośród innych wykonawców, do dziś. Większość tekstów na tej witrynie bazowanych na Dylanie to raczej adaptacje niż przekłady. Dylan oddziałuje na mnie w taki sposób, że gdy rozpoczynam pracę nad tłumaczeniem, przeważnie rodzi mi się w głowie własny pomysł na dany temat.

nick1Nick Drake

Nick Drake powalił mnie. Wrażenie, jakie wywarły na mnie jego utwory, sposób ich wykonania, a także historia tego chłopaka, to wszystko było tak wielkie, że mogłem słuchać naraz tylko jednej płyty – Pink Moon. Kiedy już nieco ochłonąłem i byłem w stanie w miarę spokojnie obcować z Nickowym repertuarem, puściłem sobie nie mieszczącą się do tej pory we mnie Five Leaves Left. I zaczęło się od nowa.

Nick Drake to brytyjski folk-singer, nagrywający na początku lat 70. Jego pieśni kojarzą mi się trochę z brzmieniem pierwszej płyty Cohena, choć mają bardziej psychodeliczny charakter. Tę psychodelię Nick przekazywał za pomocą tak skromnych środków jak gitara akustyczna i czasem fortepian. Był bardzo tajemniczą i zarazem tragiczną postacią. Nikt nie dowie się jak wielki mrok nosił w duszy. Żył tylko 26 lat.

springsteen1Bruce Springsteen

Właściwie to słucham tylko czterech albumów tego artysty: Nebraski, Ghost of Tom Joad, Devils and Dust i We Shall Overcome. I czasem powracam do fenomenalnego koncertu na DVD pt. Live in Dublin. Springsteen znany jest jako rockman, jednak wymienione wyżej płyty nagrane są akustycznie i mają wybitnie folkowy charakter. Można powiedzieć, że zawierają esencję amerykańskiej poezji drogi i tego, co zapoczątkował Woody Guthrie i Pete Seeger, a co spopularyzował i niewiarygodnie rozwinął Bob Dylan. Nawet najspokojniejsze z nich przepełnione są witalnością i energią. Składają się na nie opowieści o ludziach, którym los powykręcał w najdziwniejszy sposób życie, psychikę i światopogląd, o przestępcach, świrach i o bohaterach, o zasypywanych przez piach pustyni miastach i mieszkańcach, którym pustynia zasypuje powoli umysły i dusze.

garczarekAndrzej Garczarek

Śpiewający poeta, bard, folk-singer, który łączy w swojej twórczości ducha Stachury i innych tzw. „twórców przeklętych” z najlepszą tradycją anglo-amerykańskiego oraz rodzimego folku. Jednocześnie w bardzo prostych nieraz słowach przekazuje niezmierzone pokłady piękna i zwykłej, ludzkiej, codziennej miłości do bliźnich i do świata. Życzliwa ironia niektórych tekstów pana Andrzeja jest czymś jedynym w swoim rodzaju, a kunszt języka i oryginalność słownictwa są czymś, co sprawia, że jego twórczość przypomina bujnie rozkwitłe, mocne, soczyste wiśniowe drzewo.

Ponadto Andrzej Garczarek opowiada o Ścianie Wschodniej i o Jeziorach w takiej stylistyce i w taki sposób, że trafia tym prosto do mojego, właśnie na Podlasiu i Lubelszczyźnie rzeźbionego, serca.

Wciąż jeszcze

Przez wiele lat oprócz pieśni Leonarda Cohena słuchałem wyłącznie polskich wykonawców. Dopiero powrót do Dylana ok. 2003 r. otworzył mi oczy na inną muzykę. Może to dlatego, że mój angielski był już wtedy na znacznie wyższym poziomie. Nigdy bowiem nie potrafiłem głębiej zaciekawić się żadną piosenką, jeśli nie rozumiałem jej tekstu.

Podobne akustyczne brzmienie, które tak mnie koiło u Cohena, znalazłem na płytach Sad i Słonecznik Wolnej Grupy Bukowina. W liceum pochłonął mnie natomiast na długo świat tekstów Jacka Kaczmarskiego. Obie fascynacje były bardzo intensywne. To przede wszystkim dzięki Bukowinie tak bardzo zapragnąłem komponować, a dzięki Kaczmarskiemu wziąłem się poważnie za pisanie tekstów. Jest też jeden z niewielu zespołów intensywnie czerpiących ze starego dobrego amerykańskiego folku -  Stare Dobre Małżeństwo. Charyzmatyczny, autentyczny i szczery w całości swojego przekazu Jan Krzysztof Kelus stanowi dla mnie natomiast wciąż niedościgniony wzór autora piosenek.

Nie sposób jest wymienić wszystkich autorów, zespołów i pieśniarzy, których twórczość zapadła mi głęboko w umysł. Jeżeli zacząłbym ich wyliczać, nie byłoby temu końca.