sł. i muz. Apolinary POlek, Kraków, maj-czerwiec 2008
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Są jeszcze w tym kraju małe miasteczka
pod lasem Laskiem i nad rzeką Rzeczką,
gdzie kino zwie się Kino, a hotel – Hotelem.
Gdzie nie możesz i nie chcesz rozumieć zbyt wiele.
Małymi miastami rządzą wielcy panowie
Skąd naprawdę się wzięli – tego nikt ci nie powie;
każdy z nich kilku sztuczek nauczyć się musiał,
by wiedzieć komu sprzedać się, a kogo kupić.
Projekty oddolne narzucone odgórnie
Sprawy zawsze są jasne, tylko lud nie rozumie.
Gmach urzędu szepcze do ucha ci czule:
„Tańczysz z kim ci każą lub nie tańczysz w ogóle”
Choć jestem zdrów jak ryba,
nad rzekę z tobą iść nie mam siły.
Choć nie mam już tego, co miałem,
Nie dbam, by się marzenia spełniły.
Choć żonę mam i dzieci,
już nie mam własnego zdania.
Choć kocham cię tak bardzo,
już nie potrafię się starać.
Każdy widzi wszystko, nie wie nikt niczego.
Smutek w poprzek drogi jak zwalone drzewo.
Wszystko się jakoś samo odkłada na potem,
A gdy zechcesz iść tam, musisz iść z powrotem.
sł. Jacek Kaczmarski, muz. Apolinary POlek, Kraków, maj 2004
W młodości byłem Tezeuszem,
A dzisiaj jestem Minotaurem.
Po mrocznym labiryncie kluczę
Nie mogąc liczyć na Ariadnę.
Głowa mi coraz bardziej ciąży
Gdy żądam światła niby boga;
A ostrzegali ludzie mądrzy,
Że wszelka żądza to choroba.
Kiedyś walczyłem z potworami –
Dziś przeistaczam się w potwora.
Na ścianach cień mój, niby pamięć
Tego, kim byłem ledwie wczoraj.
Z pochodnią u łba ścigam siebie
Geometriami korytarzy,
A świat się boi mnie, bo nie wie,
Że winien przejrzeć się w mej twarzy.
W młodości byłem bohaterem,
Dziś jestem więźniem ciemnej sławy;
Miejsca w pułapce tej niewiele
Na więcej coś niż życia nawyk.
Robię co mogę mimo kaźni,
Małe starczają mi radości:
Mgliste obrazy wyobraźni,
I gorzka sytość dorosłości.
Nocą mnie prześladują zjawy
Ludzi złożonych mi w ofierze;
To ów obrządek krwawy sprawił
Żem pół mężczyzna i pół zwierzę.
Więc odkupienia dla mnie nie ma
W niezawinionej poniewierce;
Skrobiąc na murze ten poemat
Pokornie czekam na mordercę…
sł. i muz. Apolinary POlek, Kraków, styczeń 2003, Kraków/Łomża, grudzień 2004
I skończy się skończy nareszcie
złych wieczorów ciąg zbyt krótkich brzasków
uwiędnie nareszcie ta jesień
co trwa bez ustanku
będziemy wreszcie będziemy
w Schronisku Myśli w spokoju
ucichnie ten dziwny niepokój
czas nas ukoi
I tylko wiatr czasami
zakręci nami dokoła
zatańczy z jeziorami
przestrzeń do siebie nas zawoła
I tylko wiatr czasami
zakręci nami dokoła
zatańczy z jeziorami
przestrzeń zawoła
Znajdziemy w końcu znajdziemy
dom w krajobrazie co znika
gdzie w zwykłym ogniu z kominka
życie zakwita
Aż wreszcie może zechcemy
zwolnić przystanąć posłuchać
zanim do drzwi drewnianych
zastuka w końcu kostucha
Lecz wtedy wiatr czasami…
sł. i muz. Apolinary POlek, Kraków, Łódź 2008
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Myślisz, że możesz mówić innym, co mają myśleć o tobie,
Lecz kończysz się na czubku nosa – nie tak łatwo namieszać im głowie.
Choćby ktoś nawet chciał, nie stanie się świętym na twoje życzenie,
A cudze złudzenia na twój temat to wcale nie ty – ty masz własne sumienie.
Zieje ogromna przepaść pomiędzy nami – stara śpiewka
I w żadnej głowie prócz właściciela nikt nie może zamieszkać.
Są wśród nas tacy, którzy cały świat w małym palcu mają
I tylko oni są w stanie cię ugościć w swoim raju.
Czy potrafisz radzić sobie sam ze światem?
Czy potrafisz znieść spokojnie każdą stratę?
Bez względu na to, jaką pójdziesz drogą.
Cały świat pójdzie tam za tobą.
Nie masz kontroli nad tym, co stało się z dawną dziewczyną,
Nie masz kontroli nad słowami, gdy z twoich ust już popłyną,
Nie masz kontroli nad tym, co ludzie o tobie powiedzą,
Pogódź się z tym! I zadbaj o siebie samego!
Zawsze są lepsi i gorsi od ciebie – to też już słyszałeś,
Więc kiedy ktoś cię trafnie oceni, zadaj sobie takie pytanie:
Czy ważne jest to, że rzeczywiście jesteś właśnie taki,
Czy może to dlaczego ciągle chcesz wiedzieć,
Czy jesteś „be” czy „cacy”.
sł. i muz. Apolinary POlek, Warszawa, Kraków, wrzesień 2004
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Ogromny pusty żagiel nieba
Już łopocze nad starym cmentarzem
Na ugorach ciągle rośnie bieda
Pożar liści w błotnistym jarze
Od kilku dni się zbiera na burzę
Stary Wasyl grabi liście z chodnika
Jego żona na ganku ścina róże
A za oknem zegar tyka
A my w sadzie jabłka zrywamy
Upieczone w słońcu na rumiano
Dym z ogniska snuje się polami
Pachnie mocno już jesienią siano
Zbłąkany strzępek mgły sunął szosą
Na zakręcie zniknął w żółtej trawie
Ze wsi rzadkie echa się niosą
Stary Wasyl odłożył grabie
Ktoś daleko jeszcze słomę zwozi
Wóz powoli znika za wzgórzami
Dzieci w izbie modlą się do Bozi
Zasypiają Bazylany
A my w sadzie jabłka pieczemy
W trzaskającym ogniu na rumiano
Patrzy na nas w ciemnościach las niemy
Sen nas woła powoli na siano