Spotkałem

sł. i muz. Apolinary POlek, Wrocław, Łódź, lipiec 2009

Spotkałem człowieka w Zambrowie.
Samotny jak palec był.
Głodny poezji, drogi, miłości
Przysiadł się do mnie, przysiadł po prostu.
Tak chciał żeby znów go gdzieś coś zaniosło
Jak wcześnie pożółkły liść.

Spotkałem człowieka w Sztynorcie
Pełnego wspomnień po brzeg.
Wyczuł, że pierwszy raz tutaj jestem.
Zaraz otoczył mnie opowieścią,
Narzucił na mnie cały swój wszechświat
Jakbym miał przed kimś go strzec.

Poznałem babcię-poetkę
Z Syberii zbiegłą aż tu.
Maczkiem pisane wiersze czytała,
Że już nie zdąży jakby się bała.
Do późnej nocy, potem do rana,
Jakby nie znała snu.

A w Złockiem poznałem dziewczynę,
Przechodząc na drugi brzeg.
Bliską jak słońca promienie na skórze
I tak daleką jak słońce na górze.
Na próżno chciałem z nią zostać na dłużej
Jak wiatr we włosach jej.

Spotkałem potem ciebie
W jakiś zwyczajny dzień.
Głodny poezji, drogi, miłości,
We włosach popiół spalonych mostów,
Zbyt dużo nie chcę, żeby od ciebie,
Która tak samo szukasz i nie wiesz
Cokolwiek więcej chcieć.

Zbigniewowi Nienackiemu

sł. i muz. Apolinary POlek, Jerzwałd, Kraków, Łódź, sierpień-wrzesień 2008

Dla zgubionych w lasach jezior nowy nadszedł czas,
Ale tutaj wciąż jest spokój, nie ma plaży, ani budek z hot-dogami
Wioska budzi się o świcie, po dwudziestej zasypia,
Tylko gdzieniegdzie wesoło gwarzą letnicy .
Doktor Niegłowicz na półwyspie już nie mieszka,
Ale ponoć żyje tu ciągle ten sam pisarz.
Pod sklepikiem nowym Szulcom aż dymi spod czaszki
I tak na uboczu życia tkwią pańskie Skiroławki

Nikt nie walczy z miłością czystą i prawdziwą
Bo zamknięto ją w rezerwatach kobiecych magazynów
Schizofrenia wciąż jest modna i dlatego nie zagląda tutaj nikt
Kto nie wie, jak piękne jest życie wolnych ludzi.
Nawet pekaes tu nie jeździ, choć przystanek już pod wiatą.
Stare groby na cmentarzu zabrał las i zwykły bieg wydarzeń.
Przez wieś przemknie czasem lśniące autko z Warszawki,
Lecz kamienny jest sen, w którym toną pańskie Skiroławki.

A wokół rośnie wielki las
Głuchy, milczący, prastary.
Odebrać pragnie co swoje,
Obojętność siejąc w nas.
Toczy cierpliwie serca,
Czasem w czyichś oczach go widać.
Złowroga obca otchłań,
Tak martwa, że aż żywa.

Na pobliskim brzegu stary korpus łodzi
Żre korozja i wspomnienia.
Ptak o piórach utkanych z ludzkich snów ma tam schron
Przed nowymi ludźmi, co nie patrzą nigdy na żurawie.
Takich typów odstraszy jednak las,
A jezioro odwróci od nich twarz i spadnie na nich cisza.
Dla zgubionych w lasach jezior może nowy nadszedł czas,
Ale pańskie Skiroławki pozostaną tajemnicą
w nas.

Zapis Milicki

sł. Jerzy Harasymowicz, muz. Apolinary POlek, Kraków, maj-czerwiec 2001

Do wczoraj cerkiew jak dzik biała
I trzy kopuły jak trzy zimy
A dziś na zorzy warkoczach
Szpaki się pokłóciły

Zmiatając chwostem śniegi
Pędzi buhaj potoków
I cały Milik niesie
Jak czapę baranią na rogu

Marzec marzec i cały dzień
Zza monastyru leci pierze wiosenne
Świętego Michała kalinowy miecz
Wypuszcza czerwone pędy

Mlekiem wezbrały cerkwi kopuły
I cerkiew twarze podnosi drewniane
Nie grają lecz kukają dzwony
W zawilcach się zbudził sypaniec

Jak przez Ruś starą szliśmy Milikiem
Jak czarna ikonka kocur się wygrzewał
Zdawało mi się że na koromysłach lasów
Niebieskie niosę wiadra nieba

Zamiatając chwostem śniegi…

Marzec marzec…

I byłem wolny jak nad górami
Ten chmur baldachim kędzierzawy
Na czarną moją zbójecką kurtę
Z całego serca psy ujadały

Podmuchy pierwszych dni stworzenia
Głęboko w duszy śnieg zapadły
Szliśmy i wyżej niebem szedł
Biały niedźwiedź Słowacji

Zamiatając chwostem śniegi…

Marzec marzec…

Woła mnie Słońce

sł. i muz. Apolinary POlek, PKS Puławy-Radomsko, 17 kwietnia 2006 r.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

I znowu mokry asfalt
I długa droga znów
Na tyłach autobusu
Poezji braknie słów

Woła mnie Słońce dalekim krzykiem wron
- Wracaj do domu! – Nie wiem gdzie jest mój dom
- Wracaj do domu! …

I w każdym z tych miasteczek
Mych butów został ślad
Szukałem czegoś ciągle
Przez parę długich lat

Woła mnie Słońce…

I ty poza zasięgiem
Moich splątanych dróg
Na horyzoncie stacje
Tu kół miarowy stuk

Woła mnie Słońce…

Za oknem płynie rzeka
Przy brzegu łodzi wrak
Straciłem nawet ciebie
Choć nie musiało być tak

Woła mnie Słońce…

Deszczowa zimna wiosna
Ostatni słyszę już zew
A zamarznięte ptaki
Spadają wolno z drzew

Woła mnie Słońce…
Dom

Ubrana tylko w trawy połonin

sł. Jerzy Harasymowicz, muz. Apolinary POlek, Kraków, maj 2001

Ubrana tylko w trawy połonin
nie zjawiłaś się w moim życiu

były inne które znikły ze mną
w lesie bukowym ze śpiewem

na złote włosy ubrały
liściasty wieniec
jednak żadna nie umiała
fruwać w powietrzu

i tak naprawdę bały się
pogańskiej ciemności lasu

były i wracały do nudnych obrządków
chleba codziennego
do cerowania rzeczywistości

może zawsze były stare
mimo swych osiemnastu wiosen

ubrana tylko w trawy połonin
jeżeli jesteś – spiesz się

na mojej twarzy powoli
zapada zmierzch

jeszcze trochę i zajdę za góry jak księżyc
świecąc starym światłem poezji