sł. i muz. Apolinary POlek
Zapal tę świecę niech zwabi noc
Zapomnij jak ciężki jest nasz los
Mów cicho żeby nie spłoszyć dobrych duchów
Weź książkę lub na spacer idź
Albo po prostu cicho patrz
W jej wielką twarz co zagląda wciąż przez okno
Rano znów bitwy zabrzmi szczęk
Rano się sen zamieni w lęk
Niech zatem gwiazdy dodadzą nam otuchy
Choć naokoło śpi już cały świat
Nie idźmy spać
sł. i muz.: Apolinary POlek, Łódź, 28 sierpnia 2009
zalśnij dla mnie łabędziu
zalśnij dla mnie na niebie
kiedy chmur
nie ma
daj unosić się w górę
daj unosić się w górę
ku tobie
prosto
do nieba
mkną przez kosmos komety
mkną przez kosmos komety
ku sobie
choć zderzają się teraz
choć zderzają się teraz
w ruchu były od zawsze
zalśnij dla mnie łabędziu
zalśnij dla mnie na niebie
kiedy chmur
nie ma
a gdy chmury się toczą po niebie
zimny deszcz po twarzy chłoszcze
tak mocno
daj mi wierzyć że stoję na ulicy nie darmo
w noc ponurą i ciężką czekając
czekając
nad chmurami spokojnie
nad chmurami spokojnie
drogę mleczną wskazujesz
gdy rozstąpi się niebo
znów się wzniosę do góry
do góry
by zostać
sł. i muz. Apolinary POlek, Dorotowo, koniec lata 2010
Widziałem jak powoli rozpinałaś bluzkę
A ptaki twych ramion jak we śnie zadrżały
W miękkiej ciemności jakby ze smutkiem
Zanurzyłaś swoje doskonałe ciało
W twojej samotnej wieży widziałem
Podróżnych z pustką w oczach taką samą
Jak ta co wessała nas kiedyś w poranek
I w to co między nami się działo
Widziałem jak ruchem swych długich rzęs chrzcisz ich
Jak ich spowiadasz z kurzu autostrad
Jak odlatują potem tak czyści
Jak ktoś kto dom znalazł lecz nie może zostać
Jak ktoś kto dom znalazł i nie chce tam zostać
Do twego pokoju przez okno zaglądam
Pozwalam by droga do ciebie zarosła
Choć czasem chciałbym byś dostrzec mnie mogła
sł. i muz.: Apolinary Polek, Dorotowo, 11 lutego 2010
Świat cicho zasnął pod białą kołdrą
Hulają nad nim gniewni bogowie
Śnieg chciwie łapie każde westchnienie
Jakby to było ziarno…
Na brudnych dworcach toczy się życie
W zimnych taksówkach marzną fotele
Radio narzeka że mróz i biało
Później narzekać będzie że odwilż
Świat cicho zasnął pod białą kołdrą
A ponad nią się zaczyna niebo
Pełne już śniegu usta i oczy
Dworców na których echo umarło
W radiu już tylko szum monotonny
Broni mym myślom dostępu do ciszy
Dopiero teraz po tylu wiekach
Wzbijam się w niebo by stąd odlecieć
sł. Apolinary POlek wg Boba Dylana i legend z Warmii i Luizjany, muz. Bob Dylan, Dorotowo, październik 2010
W starych szynach miesiąca odbijał się blask
Nieruchomo jak wojsko w oddali lśnił las
Za pagórkiem ostatni we wsi spał dom
Okno całkiem otwarte gapiło się w mrok
Nawet świerszcze ucichły zaraz gdy zapadł zmierzch
Coś zdarzyło się wtedy we wsi Czarny Kierz
Na zabawie widziano jak spojrzała mu w twarz
Chciała chyba go prosić by zatańczył z nią raz
A on nie rzekł nic nie drgnął tylko patrzył i stał
Na butach miał popiół jak noc czarny miał płaszcz
Nikt nie widział jak wyszedł nikt nie widział jak wszedł
Nikt nie wiedział skąd wziął się we wsi Czarny Kierz
Za pagórkiem w ostatnim domu we wsi
Ten co sam został dzień cały przy oknie tkwi
Szukał jej chociaż w oczach obłędny miał strach
W niespokojnych snach widział tamte buty i płaszcz
Tak nagle bez słowa razem z nim poszła precz
Nikt jej więcej nie widział we wsi Czarny Kierz
W życiu nie ma pomyłek – tak kiedyś ktoś rzekł
Życie zawsze do przodu – taki życia jest bieg
Lecz tym głośniej odbija się echem wśród drzew
Rozpaczliwe „dlaczego” we wsi Czarny Kierz
Koło stacji pociągu rozlega się zgrzyt
W Czarnym Kierzu tylko jedna żarówka się tli
Tajemnica zarosła trawą jak stary grób
Nikt tamtego obcego więcej nie widział tu
Tylko noc nad wąwozem tak jak czarny lśni płaszcz
I jak popiół nad wodą unosi się mgła
Zapomniały już świerszcze miesiąc zapomniał też
Co się wtedy zdarzyło we wsi Czarny Kierz