słowa i muzyka: Apolinary POlek, pociąg Kraków-Katowice 2001, Francja 2003
Wraca do domu Huśtawka Jaś
przez polną ścieżkę przez las
idzie i słucha myśli złych
Jowisz na niebie już zgasł
wraca do domu do swoich spraw
niezałatwionych znów
nieprzeliczonych w rachunkach sum
nienapisanych słów
słyszy jak trzciny suche źdźbła
szepczą mu z obu stron drogi
że tylko dla niego ta magia i czar
przez które niosą go nogi
słyszy jak świerszczy wrześniowa mgła
wśród poplątanych łodyg
że tylko dla niego wieczorny staw gra
żab skrzekiem i pluskiem wody
trzciny i świerszcze z wrześniowej mgły
kołaczą w duszy drzwi
czuje łomotanie Jaś i jego wzrok
jak staw pod księżycem lśni
ciemnym granatem rozkwita już
w Jasiowej duszy las
zielone kłącza już w nim się pną
choć mija wędrówki czas
lecz zardzewiały Jasiowe drzwi
milczą zawiasy stalowe
nie burzy las spokojnej krwi
nic nie uderza do głowy
świerszcze grające w krzakach co raz
głuszy już warkot lodówki
zimny jak Jowisz powraca Jaś
ze swej ostatniej wędrówki
sł. i muz. Apolinary POlek, Kraków, maj 2005
Rozbrzmiewa tylko echo śpiewu ptaka
piosenka znów się rodzi smutna taka
co się stało co się stało z nami
pada już trzeci dzień za oknami
kiedyś było jakoś prościej między nami
we mgle słodkich słów byliśmy dobrze schowani
dziś kosmosy w naszych głowach się splątały
boli każdy ruch boli świat cały
mokrych łąk samotność kusi coraz bardziej
chcę iść przed siebie i nie wiedzieć dokąd zajdę
drzewa wystawiają na deszcz swoje dłonie
w głowie kołacze się uporczywy rym – skończone
kiedyś było jakoś prościej…
sł. Bolesław Leśmian, muz. Apolinary POlek, Estergom, lato 1998
Pordzewiały twej wrótni zawory,
Dym z twej chaty nie buja po niebie –
Mnie tam nie ma! Tu jestem – bez ciebie,
Tu, gdzie w próżni mijają wieczory!
Zmienionego nim przywrzesz do łona,
Wiem, że poznasz po łkaniu przewiny!…
Czekaj na mnie w cień własny wpatrzona,
Przyjdę jutro, choć nie znam godziny…
Zapal światło u progów przedsienia,
Z macierzanek spleć wieniec nad czołem
Naucz dzieci mojego imienia
I zachowaj mi miejsce za stołem!
Ku tej drodze, gdzie idą pątnicy,
Dłonie twoje rzucają cień siny…
Zasadź brzozę pod oknem świetlicy,
Przyjdę jutro, choć nie znam godziny…
Duch mój, chabrem porosły i wrzosem,
Burz zapragnął, co chłodem go zwarzą!
Nie znam głosu, co będzie mym głosem,
Nie znam twarzy, co będzie mą twarzą –
Lecz ty jedna mnie poznasz niezłomnie,
Gdy twe imię śpiewając w doliny,
Z raną w piersi, zmieniony ogromnie,
Przyjdę jutro, choć nie znam godziny…
sł. i muz. Apolinary POlek, Chełm, ul. Hrubieszowska, zima 2000
tekst napisany z niewielką pomocą Macieja Kaczki
Zabrałem twoje myśli i świat
i z tobą ruszyłem przez zmierzch
miedziany kobierzec szosowych lamp
przeciąłem w poprzek i w Eden pobiegłem przydrożny
mrok toczył już miasto na Zawrat snu
a kresy świeciły pożarem –
to Słońce symfonią ostatnią żegnało
białe okruchy luster zsypane na pola
i z tobą w dalekie obłoki wejść chciałem –
na turnie schylone nad Ziemią
gdzie ród Nibelungów niebieskich rozkrzesał
gwiazd roje na noc samotnych szczęśliwych i głodnych
a ty nawet dalej niż szczyty wieczorne
choć też patrzysz w gwiazdy zastygłe
spójrz – księżyc wynieśli na ołtarz nieba
wytęsknię w nim twoje imię jak łza na policzku
sł. i muz. Apolinary POlek, Kraków, lipiec 2007
Nagie drzewa w deszczu mokną
Wielki wiatr wyrwał twe okno
Wielki wiatr co spełnia najgorsze sny
Dach twój cisnął z hukiem o chodnik
Choć z początku wyglądał niegroźnie
Po szosie toczy się kilka odartych pni
Koniec twojej wielkiej drogi
Wiatr oczyścił cię jak ogień
Z tego co tak starannie zbierałeś przez tyle lat
Na sygnale pośród gruzów pędzi
To co nazywasz swoim szczęściem
I na kilka pytań gotową odpowiedź masz
Co naprawdę było twoje
A co tylko przywłaszczone
Do tej pory w garści miało cię
Że z kart domek zbudowany
Swoim życiem nazywałeś
Że zostałeś sam jak z gałęzi odarty pień